Moje dziecko jest słabe z angielskiego

Moje dziecko jest słabe z angielskiego

Każdy rodzic snuje plany związane ze swoimi dziećmi, kim będą, co osiągną, gdzie będą mieszkać i jakimi językami będą mówić. Marzymy o tym, aby nasze dzieci były dobre w co najmniej kilku dziedzinach, ale nie zastanawiamy się, w których będą słabsze lub kompletnie sobie nie poradzą.

Chcielibyśmy, żeby nasze pociechy poszerzały wiedzę oraz zdobywały nowe umiejętności, dlatego zapisujemy je na różnego rodzaju zajęcia. Oczami wyobraźni widzimy, jak osiągają kolejne sukcesy, aż nagle przychodzi moment, kiedy okazuje się, że jednak tak się nie dzieje. Nasze dzieci starają się, ale nie ma efektów.

Co teraz? Co robić, co powiedzieć dziecku? Kontynuować kurs, wypisać? Wspomóc, znaleźć inne zajęcie? O tym dziś porozmawiamy.

Jestem lektorką języka angielskiego. Uczę dzieciaki w różnym wieku, z mniejszym lub większym talentem językowym. Niektórzy z moich uczniów mają dysleksję, dysortografię lub dysgrafię. Każdy z nich prezentuje inne nastawienie do nauki języka: od entuzjastycznego, przez „może być”, po „nienawidzę z całego serca”.

O ile nie ma oczywiście większych trudności w uczeniu entuzjastów języka angielskiego, a ja przekazuję ich rodzicom same dobre wieści o postępach, to w przypadku uczniów, dla których przyswojenie angielskiego stanowi większy wysiłek, nie wszystko idzie tak gładko. Po pierwsze, dziecko samo czuje, że mu nie wychodzi, skoro nauczyciel go poprawia i oddaje testy ze średnimi lub słabymi ocenami. Po drugie, przekazuję rodzicom informacje, które nie są przyjemne. I tu wracamy do początku tego wpisu: chcemy, by naszemu dziecku wszystko w życiu wychodziło, a w takich sytuacjach nasze wyobrażenie zderza się ze stanem faktycznym. Najważniejszą kwestią jest tutaj to, co dalej zrobi rodzic.

W moim wpisie nie mam zamiaru nikogo pouczać, krytykować czy wykładać jedynej słusznej ścieżki. Na bazie swoich doświadczeń w uczeniu, ale także z punktu widzenia pedagoga mogę podpowiedzieć, co można zrobić, żeby pomóc zarówno dziecku, ale i sobie, jako rodzicowi, w takiej sytuacji.

Nie denerwuj się

Zaczynam od tego punktu, ponieważ zdenerwowanie, rozczarowanie, frustracja lub gniew mogą być pierwszymi uczuciami, które pojawią się po rozmowie z nauczycielem. Nikt nie lubi otrzymywać złych wieści, więc jest bardzo prawdopodobne, że poczujesz właśnie to.

Rozumiem, że łatwiej jest powiedzieć, niż zrobić. Musisz jednak pamiętać, że trudne emocje (tak – trudne, nie “złe”!) nie ułatwią Ci rozwiązania problemu, podjęcia rozsądnych decyzji, ani tym bardziej (i przede wszystkim) nie ułatwią rozmowy z dzieckiem. Dodatkowo, Twoje dziecko zna Cię dobrze i zorientuje się, że coś się dzieje, a winę Twojego zachowania znajdzie w sobie. Pamiętaj, że ostatnie, o czym marzy to zawieść rodziców. Odczekaj jakiś czas przed taką rozmową, żeby nie przelać na niego swoich emocji i nie pogłębić problemu. A tymczasem:

Pomyśl

Istnieje wiele powodów, dla których język obcy może stanowić trudność dla dziecka. W przypadku przedszkolaków jest prawdopodobne, że to stres związany z nową salą lekcyjną, lektorem i grupą. Być może dziecko odczuwa wstyd przed rówieśnikami i nauczycielem, a w konsekwencji wycofuje się z udziału w lekcji. Możliwe, że Twoje dziecko ma poczucie bycia „gorszym” niż koledzy i koleżanki (jak to dzieci dosłownie ujmują) i brak mu wiary we własne siły. Może też być zdemotywowane niższymi ocenami, szczególnie jeśli grupa dostaje wyższe – żaden z nas nie czuje się komfortowo, kiedy wszystkim wokół (w naszym odczuciu) idzie lepiej. Dzieci są o wiele wrażliwsze niż dorośli, którzy też nie zawsze wiedzą, jak poradzić sobie z poczuciem bycia „najsłabszym ogniwem”, np. w pracy.

Należy również przeanalizować relacje z rówieśnikami – być może nasze dziecko chce wpasować się w grupę rówieśniczą i sabotuje swoje postępy; nie chce być nazywane ,,kujonem” i czuć się outsiderem.

W przypadku uczniów z zaległościami, które nawarstwiają się od kilku lat, musimy wziąć pod uwagę silny stres, jaki wywołuje u nich język angielski. Nie znają słówek, nie rozumieją gramatyki, boją się testów i „wzywania” do odpowiedzi. Nie znam osoby, która lubiłaby uczyć się czegoś, co nie jest dla niej łatwe i nie przynosi oczekiwanych efektów. Trudno więc w takiej sytuacji oczekiwać od dziecka entuzjazmu.

Są uczniowie z dysfunkcjami takimi, jak dysleksja, dysortografia, dysgrafia, które stanowią ogromną przeszkodę nie tylko w opanowaniu języka obcego, ale ogólnie w uczeniu się i codziennym funkcjonowaniu (np. chociażby przeczytaniu informacji na drzwiach sklepu).

Jak widzisz, poruszyłam tylko kilka tematów, a to dopiero początek listy możliwych powodów, dla których Twoje dziecko może mieć trudności w uczeniu się języka angielskiego.

Dotrzyj do źródła

Pamiętaj, że Twoje dziecko, młodsze czy starsze, ma tak naprawdę tylko Ciebie. Ostatecznie to Ty jesteś jego opiekunem/ opiekunką, na Ciebie może liczyć w każdej sytuacji.

Kiedy przyszło na świat, chcieliście tylko jego bezpieczeństwa, chroniliście i dbaliście o nie. Przypomnijcie sobie o tym przed rozmową o angielskim, ponieważ jest ona właśnie po to, by dziecko ochronić i zapewnić mu zdrowy rozwój. Podejdź do tego ze spokojem, ponieważ Twoje zdenerwowanie przeleje się na dziecko, a w silnych i trudnych emocjach ciężko jest dojść do porozumienia i wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Powiedz dziecku, jak się czujesz w związku z jego nauką – poinformuj, że się martwisz i chcesz mu pomóc, ale nie mów, że jesteś wściekły/ wściekła, bo to żadnemu z Was nie pomoże.

Podejdź do rozmowy spokojnie, wyczuj odpowiedni moment. Stwórz przyjazną atmosferę, nie rozmawiaj przy wykonywaniu innych czynności, podczas gotowania obiadu lub podczas zakupów. Daj odczuć dziecku, że jesteś na nim skupiony/ skupiona, a jego problemy są dla Ciebie najważniejsze. W zależności od wieku dzieci mogą mieć trudność z nazwaniem swoich emocji, więc warto im pomóc sformułowaniami „jesteś zły/-a, ponieważ…/ jest Ci smutno, bo… / jesteś zdołowany/-a (czymś)”. W ten sposób pomożesz dziecku nazwać i zrozumieć, co czuje. Przy okazji upewnisz się, czy prawidłowo rozumiesz, co dziecko Ci komunikuje. Ponadto, wysyłasz dziecku wiadomość, której tak mocno potrzebuje: rozumiem Cię.

Pamiętaj, żeby podziękować dziecku za rozmowę. Okaż mu, że jest dla Ciebie ważne, że jesteś jego wsparciem i może na Tobie polegać.

Szakal i żyrafa

Słyszeliście o języku szakala i żyrafy? Warto zapoznać się z tymi terminami nie tylko ze względu na wyrażenia, których używamy w rozmowie z dzieckiem.

Język szakala to atak i oskarżenia, czyli zwroty „(bo) ty nigdy/ zawsze”, „wszyscy mówią, że…”, „czemu się nie starasz?”, „musisz/ powinieneś/ masz zrobić to i to”. Sami wiemy, że słysząc takie sformułowania, czujemy się zaatakowani, nasze samopoczucie znacząco się pogarsza, czasem nie mamy siły się bronić.

Żyrafa z kolei ma długą szyję i widzi wszystko z góry, jest w stanie ocenić sytuację lepiej ze swojej perspektywy; poza tym jest łagodnym zwierzęciem. Dlatego też język żyrafy jest pełen empatii, zrozumienia, wsparcia sformułowań pozytywnie motywujących i zachęcających do działania. Używaj języka żyrafy: mów do swojego dziecka „a może spróbuj…?”, „co Ty na to, żeby…?”, „rozumiem, co czujesz”, „czujesz złość, ponieważ….”. Nie atakuj słownie – Ty nawet tego nie zauważysz (będziesz zajęty/-a wyrażaniem swoich uczuć), ale dziecko mocno to odczuje.

Co dalej

Działamy.

Jeśli podejrzewamy jakąś dysfunkcję, musimy skontaktować się z poradnią psychologiczno-pedagogiczną i wdrożyć terapię. Kolejnym krokiem jest zaniesienie zaświadczenia do szkoły i rozmowa z nauczycielami. Pamiętaj, żeby powiadomić i nas – lektorów ze szkoły językowej. My też chcemy i musimy wiedzieć, jak wspomagać Twoje dziecko.

Jeśli Twoja córka lub syn nie chodzi na dodatkowy angielski, a Ty widzisz, że ma zaległości, zgłoś się do szkoły językowej tak szybko, jak to tylko możliwe. Pozwól nam przeprowadzić test poziomujący i zaproponować odpowiednią grupę.

Może okazać się, że Twoje dziecko opuszcza się w nauce z powodu otoczenia, złego samopoczucia psychicznego, niskiego poczucie własnej wartości rzutującego na udział w lekcjach. Odczuwa silny stres związany ze szkołą, być może jest ofiarą przemocy psychicznej, fizycznej lub obu. Jeśli widzisz, że sami możecie sobie z tym nie poradzić, poszukaj pomocy z zewnątrz. Możliwe, że konsultacja z psychoterapeutą okaże się kluczowa. Pamiętaj, że to nie wstyd, ani Twoja porażka jako rodzica!

Przypomina mi się rozmowa sprzed kilku lat, kiedy ojciec dziecka powiedział mi, że nie mam pojęcia o dzieciach, bo ich nie miałam na tamten moment. Zapytałam go, czy skończył psychologię zanim urodziły mu się dzieci. I tu jest sedno sprawy: bycie rodzicem nie oznacza jeszcze, że jesteśmy specem od wszystkiego. Jeśli dziecko choruje, zabieramy je do pediatry, jeśli potrzebuje okularów, jedziemy do okulisty. Jeśli problem może być natury psychologicznej, zabieramy je do psychologa, żeby pomóc mu dojść do siebie. Naszą rolą jest wspomagać nasze dziecko, by w przyszłości czuło się ze sobą maksymalnie dobrze i umiało poradzić sobie z trudnościami w zdrowy, nie destrukcyjny dla niego, sposób.

Żeby było sprawiedliwie: odkąd jestem mamą, widzę świat jeszcze troszkę inaczej. Tak więc obydwoje z przytoczonym tatą myliliśmy się w niektórych kwestiach, i obydwoje mieliśmy rację 🙂

Doceniaj

Każdemu z nas, nie tylko dzieciom, jest miło, kiedy ktoś nas doceni. Pamiętaj, żeby pogratulować synowi/ córce dobrej oceny. Powiedz, że cieszysz się z jego/jej sukcesów – nie tylko tych wielkich, ale i małych. Powiedz, że nauczyciel napisał maila lub zadzwonił, aby pochwalić Twojego dziecko – niech czuje się docenione nie tylko przez Was, rodziców, ale niech ma świadomość, że również nauczyciel widzi i docenia jego wysiłek.

I tu właśnie pada wyrażenie-klucz: docenić wysiłek. Badania psychologiczne (wspomniane m.in. w książce Johnasa Mediny, „Jak wychować szczęśliwe dziecko”) dowodzą, że dzieci chwalone za pracę włożoną w naukę osiągają lepsze rezultaty i uczą się, że wysiłek przynosi efekty. I odwrotnie: chwalenie dziecka za to, że jest inteligentne powoduje, że dziecko osiądzie na laurach, będzie przekonane, że inteligencja w zupełności mu wystarczy i nie nauczy się systematyki. Jak wiemy, nie ma takiej dziedziny życia, w której sam talent załatwi sprawę. Często osoby z wydawałoby się mniejszym potencjałem, ale pracowite osiągają lepsze wyniki.

Najważniejszym przesłaniem tego punktu jest: pokaż dziecku, że widzisz jego postęp, ciesz się razem z nim, okazuj swoje uznanie i radość z dobrych ocen, a jeszcze bardziej z nabytych umiejętności – oceny są ważne, ale to wiedza i umiejętności będą miały kluczowy wpływ na przyszłość dziecka.

Nie mów, że mogło być lepiej

Jeśli Twoje dziecko dostanie piątkę nie pytaj, czemu nie szóstkę. O co zapytasz, kiedy dostanie szóstkę?

Podany przykład to jeden z wielu sposobów, żeby podciąć dziecku skrzydła. Skoro przychodzi do Ciebie podzielić się swoją radością z czwórki, piątki, a może nawet trójki, to znaczy, że ta ocena kosztowała go wiele pracy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby dać przyzwolenie na słabsze oceny i obniżyć poprzeczkę. Proszę Cię jedynie o to, żebyś pamiętał/-a, że ta czwórka mogła być marzeniem, które wydawało się wręcz nierealne do spełnienia. Być może jesteś świadkiem chwili, w której w Twoim dziecku rodzi motywacja do walki o piątkę. Nie zmarnuj szansy na wsparcie go w takim momencie.

Piszę o tym, ponieważ nie każdy zdaje sobie sprawę, jaką krzywdę możemy wyrządzić dziecku, które słysząc takie słowa rozumie je w następujący sposób: Twoje sukcesy nie robią na mnie wrażenia, musisz zasłużyć na moją aprobatę, a tym samym na moją miłość. Nie przesadzam. Jest to zachowanie toksyczne – warto o tym pamiętać i nie przekazywać takiego komunikatu.

Jeśli usłyszysz od swojego dziecka, że dostało “tylko piątkę” powiedz mu, że to jest AŻ piątka. Jakiekolwiek błędy, które dziecko popełniło na kartkówce lub teście są po to, by wyciągnąć z nich wnioski – jak NIE mówimy i jak brzmi poprawna wersja. Pamiętaj i powtarzaj to zawsze, że błąd to też krok naprzód – nie od dziś wiadomo, że człowiek uczy się na błędach 🙂

Mów o przyszłości

Na pewno nie jestem jedyną osobą, która może powiedzieć, że za czasów szkolnych czasami zupełnie nie widziałam powiązania między tym, czego musiałam się nauczyć a swoją przyszłością. Na przykładzie angielskiego: uczyłam się, bo polubiłam język, dobrze mi szło, ale to byłoby na tyle. Nie myślałam o tym, że jest to narzędzie do komunikacji, że dzięki niemu dogadam się za granicą, zamówię posiłek, przeczytam książkę czy anglojęzyczne strony internetowe. Zmierzam do tego, że niektórzy uczniowie nadal nie widzą dalszej perspektywy poza zaliczonym sprawdzianem.

Dzisiejszy świat wygląda już trochę inaczej niż ten z czasów mojego dzieciństwa czy lat nastoletnich, więcej osób podróżuje w odległe zakątki świata, pracuje poza Polską. Oglądamy filmy na Netfliksie, często z napisami po angielsku albo w ogóle bez nich. I to są takie szczegóły z życia codziennego, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Pokazujmy dzieciom, ile można osiągnąć znając język angielski – już nawet nie mówiąc o kolejnych językach obcych. Mówcie dzieciom o tym, że za kilka miesięcy wyjedziecie na wakacje za granicę. Będą rozumiały tablice informacyjnie, poradzą sobie w sklepie, hotelu czy restauracji, w razie potrzeby poproszą o pomoc, zrozumieją przewodnika wycieczkowego, rozmowy przechodniów. Być może nawiążą znajomości z innymi dziećmi dzięki znajomości języka angielskiego.

Warto podkreślić, że język to nie jest martwy szkolny przedmiot, ale narzędzie, które ułatwi ich życie i poszerzy horyzonty. Konkretne przykłady i aktywne użycie języka np. na wakacjach pomoże uzmysłowić dzieciom fakt, że to naprawdę o wiele więcej niż kolejna lekcja.

Przykład idzie z góry

Założę się, że każdy z nas pamięta sytuację z dzieciństwa, w której rodzic wymagał od nas czegoś, czego sam nie robił. Coś w stylu:

– wkładaj naczynia do zlewu
– a sam zostawiasz na stole, tato.

Dzieci są genialnymi obserwatorami, uczą się od nas już od pierwszych dni życia. Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko było wysportowane, nie możemy leżeć przed telewizorem, tylko zabrać dziecko na dwór i wpoić miłość do ruchu. Jeśli chcemy, żeby zdrowo jadło, nie objadamy się fast foodem.

To samo tyczy się nauki, w tym uczenia się języków obcych. Pokaż dziecku, że język jest ważny i że sami posługujemy się nim w większym lub mniejszym stopniu (lub bardzo byśmy chcieli i robimy coś w tym kierunku), pomóc w nauce, pograć w gry po angielsku (np. scrabble), pouczyć się razem słówek (i pochwalić za słówka, których nauczyło nas dziecko, a których wcześniej nie znaliśmy). Można zapisać się razem na kurs i wymieniać słówkami ze swoich kursów. Bywało, że uczyłam jednocześnie dzieci i ich rodziców, którzy w domu powtarzali razem angielski i razem siadali do pracy domowej. Pomyśl, że wspólna nauka przyniesie korzyści obu stronom (motywacja), ale również sprawi, że spędzicie więcej czasu razem.

Być może to jednak nie to

Jest szansa, że mimo wielkich chęci i motywacji do nauki, przyswajanie angielskiego nie przyniesie spektakularnych wyników. W takim przypadku sugerowałabym opanowywanie języka angielskiego na niezbyt wyśrubowanym poziomie (ale takim, który pozwoli np. zdać maturę na poziomie podstawowym) z jednoczesnym poszukiwaniem języka numer jeden, bo angielski zdaje się nim nie być.

Warto poświęcić trochę czasu i obejrzeć z dzieckiem film np. po hiszpańsku, włosku, francusku, zapytać, czy któryś język mu się podoba i spróbować ukierunkować je ten język, który wpada mu w ucho. Możesz wykupić kilka lekcji, żeby sprawdzić, czy to może być właśnie to.

Znam wiele osób, które wręcz nie lubią języka angielskiego, ale płynnie posługują się innymi językami i mieszkają w krajach, w których język ten jest urzędowym. Pamiętam rozmowę z naszą lektorką języka hiszpańskiego, która mówiła, że angielski jej nie podszedł, za to hiszpański był miłością od pierwszego usłyszenia.

Podsumowując: jeśli angielski nie wydaje się być TYM językiem, poszukajmy innego i spróbujmy rozwinąć dziecko w tym kierunku.

Co to mówi o mnie?

W moje opinii to jeden z ważniejszych punktów w całym wpisie, być może najważniejszy. W psychoterapii poznawczo-behawioralnej bardzo często pada pytanie „co to (zachowanie, uczucie, reakcja) mówi o mnie?”. W tym miejscu wrócimy do samego początku, kiedy pisałam, że rodzice oczami wyobraźni widzą te wszystkie medale, sukcesy, wybitne osiągnięcia, ale żaden z nas nie myśli o tym, w czym dziecko nie będzie sobie już tak świetnie radziło. Często mówi się o dzieciach uczęszczających na różne zajęcia, że realizują niespełnione ambicje rodziców.

Wszystko jest w porządku, jeśli rozwijamy dziecko z chęci wyposażenia go w ważne umiejętności a ono z przyjemnością uczestniczy w zajęciach. Co innego, jeśli naciskamy na dziecko, bo chcemy, żeby wygrywało konkursy, było naszą dumą. Pytanie, czy jeszcze dbamy o rozwój, czy już postawiliśmy nasze pragnienia na pierwszym miejscu. Pamiętajmy, że dziecko zrobi wiele dla swojego rodzica, bo go kocha, nie chce go zawieść, jest od niego zależne i ponad wszystko pragnie być kochane. Jeśli angielski czy jakikolwiek inny kurs jest dla Ciebie z jakiegoś powodu tak bardzo ważny, zastanów się, co to mówi o Tobie.

Przywołam tutaj przykład ekstremalny, z serialu, w którym nastolatek tak mocno nie chciał trenować pływania, ale jednocześnie bał się rozmowy z mamą, która pilnowała jego treningów, że celowo złamał sobie rękę. Jeśli Twoja chęć, by dziecko nauczyło się np. języka jest tak ogromna, a nauka nie przynosi rezultatów, jakich oczekujesz, warto przemyśleć, kto tu tak naprawdę i czego chce i wprowadzić jakąś zmianę, która wpłynie pozytywnie na Ciebie, na dziecko, Wasze relacje i w rezultacie postęp w nauce. Pamiętaj, że Twoje dziecko nie musi być super ze wszystkiego. Nikt nie jest i to jest jak najbardziej ok.

All they need is love

Ostatni punkt naturalnie wynikający z poprzedniego. Michalina Wisłocka przytoczyła w swojej książce słowa profesora Władysława Szenajcha, który pisał o „witaminie M”. Badania przeprowadzone już ponad pół wieku temu w Wielkiej Brytanii i w centrum medycznym Uniwersytetu Północnej Kalifornii wykazały, że „witamina M” pod postacią kontaktu skóra do skóry po urodzeniu stymuluje mózgi szczurzych noworodków do produkcji hormonu wzrostu i zatrzymuje produkcję substancji blokujących wzrost i rozwój. Małe szczurki pozbawione kontaktu z matką, już po kilku godzinach, pomimo dostępu do pożywienia, przestają rosnąć, ponieważ „zawieszają” produkcję enzymów potrzebnych do syntezy białek budujących serce, mózg, płuca, śledzionę.

Myślę, że ten przykład wspaniale obrazuje fakt, że dzieci już od samego początku potrzebują miłości rodzica najbardziej na świecie. Tylko otoczenie dziecka miłością, zrozumienie, wsparcie i bycie towarzyszem zagwarantuje prawidłowy rozwój oraz nabywanie potrzebnej wiedzy i umiejętności. Przecież chcemy dla dziecka przede wszystkim zdrowia, zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego i psychicznego, jego szczęścia i dobrego samopoczucia, dobrych relacji z nami, rodzicami, spokoju ducha, bezpieczeństwa i dopiero gdzieś tam na szarym końcu dobrych ocen z angielskiego.

Pomyślcie o tym, jak się czuliście, kiedy byliście zakochani. Jak rozkwitaliście. Wasze dziecko też rozkwita dzięki Waszej miłości. Rośniemy, rozwijamy się i uczymy w kochającym otoczeniu. Jeśli nie nauczymy się angielskiego, to nie znaczy, że zawiedliśmy rodzica i jestesmy do niczego. Wzorem żyrafy komunikujmy to dziecku: to nic, może bardziej podejdzie Ci niemiecki? Co prawda, ja nadal nie opanowałem tego języka, ale sprawdźmy, czy Tobie się uda.

Miłość. Ze wszystkich rzeczy na świecie to właśnie Twojej miłości potrzebują najmocniej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>